II miejsce na BearLake
- Mike
- Turnieje
- 9 lis 2025
[Mike] Kochani! Dzisiaj spotykamy się z legendą polskiego frisbee...
[Szymon] Łódzkiego bardziej.
[M] Dobrze, łódzkiego i okolic, założycielem drużyny fabrykanci, jej kapitanem oraz dobrym duchem Szymonem.
[Sz] Po prostu pozytywnym człowiekiem.

[M] Szymonie, rozmawiamy dzisiaj o nie tak dawnych wydarzeniach, mianowicie o turnieju w Świeciu. Opowiedz proszę wszystkim zainteresowanym fanom, co was skłoniło, żeby tam pojechać, w sile ile dysków pojechaliście, jak to się prezentowało? No i wnioski, jakie wnioski?
[Sz] Pojechaliśmy do Świecia dobrze nastawieni po turnieju halowym Turniej Fabrykanta, który sami organizowaliśmy i na którym zajęliśmy szóste miejsce. To spowodowało, że drużyna uznała, iż trzeba kuć żelazo i jechać na kolejny turniej w Świeciu, który odbywał się tylko dwa tygodnie później. Pierwotnie zgłosiło się około 11 osób, a ostatecznie pojechała nas tylko ósemka. To było dość bolesne.

[M] Ostra selekcja, ale co robić, kiedy ma się do dyspozycji tylko 8 koszulek.
[Sz] Mieliśmy szóstkę naszą i na miejscu dołączyły z Rzeszowa Justyna i Monika.
[M] Czyli można powiedzieć, że nie graliście w optymalnym składzie, ponieważ te dwie dziewczyny na co dzień z wami nie trenują?
[Sz] Tak, zdecydowanie, bardziej woleliśmy grać we własnym składzie, czyli z Anią i Olą. Wolelibyśmy jeszcze mieć jednego faceta, żeby była taka pełna dziewiątka, chociaż to i tak nie jest dużo. Tak że cóż powiedzieć, było naprawdę ciężko fizycznie. To był bardzo męczący turniej. Dodatkowo Kamila była chora i pierwszego dnia zagrała tylko jeden mecz. Potem rozłożyło ją totalnie. Znaleźliśmy dla niej zastępstwo na jeden mecz w postaci Gosi, kapitana 042 z Łodzi, która godnie zastąpiła Kamilę. Kamila w niedzielę doszła trochę do siebie i chociaż nadal była chora, to zaczęła jakoś funkcjonować.
[M] Zapewne nielegalne specyfiki były w użytku.
[Sz] Zapewne.
[M] Jak turniej prezentował się ze względu na wyniki? Jak poszło wam w sobotę i gdzie was to zaprowadziło w niedzielę?
[Sz] Turniej prezentował się dobrze. Pierwszy mecz to było jakieś totalne bicie, ale z drużyną 9hills, która była w całkowitej przebudowie, więc trzeba to wziąć pod uwagę. Tam był jakiś kosmos 31 chyba do 6 dla nas? Drugi mecz to już był poważny sprawdzian dla nas. Graliśmy z 967 - wicemistrzem Polski. Z nimi było ciężko. Przegraliśmy w tak zwanych trzech ostatnich podaniach 21 do 20. To był świetny mecz w naszym wykonaniu, a ostatni mecz dnia graliśmy z Uwagą Pies z Poznania. Wygraliśmy 16 do 13. Dla mnie ten mecz był prosty. Już przed meczem uważałem, że go wygramy, mieliśmy go pod kontrolą od pierwszego do ostatniego dysku, bez większych ciśnień, zawsze te trzy, cztery punkty przewagi było dla nas.

[M] W jakiej roli was to postawiło przed niedzielnymi spotkaniami?
Mieliśmy drugie miejsce w grupie, więc pierwszy mecz graliśmy z RJP, również mocną i utytułowaną drużyną. Ten mecz był niefajny i zakładam że ich odczucia były podobne. Ja czułem napięcie z ich strony.
[M] Rozumiem, że mówisz o rywalizacji pozasportowej?
[Sz] ni są po prostu przekonani o wyższości nad takimi drużynami jak nasza i akcentują to w taki dziwny sposób, wręcz prowokujący, który mi nie pasuje. W tym spotkaniu goniliśmy wynik przez cały mecz. W końcówce dużo się działo — pod koniec było 11:14 dla RJP i od tego momentu wygraliśmy 15:14. Były potem kontrowersje, że ja jakoby zachowywałem się źle, że byłem agresywny. Nie mówię, że wszystko było bardzo przyjemne, natomiast to jest sport. Po meczu RJP tłumaczyło się, że przegrało, ponieważ nie lubi grać w takiej atmosferze. Ja natomiast uważam, że atmosfera była na dopuszczającym poziomie. Grałem w gorszych meczach i nie robiłem z tego tytułu problemów. Ostatecznie wygraliśmy ten mecz i awansowaliśmy do półfinału. Tam również dużo się działo, bo graliśmy z drużyną Mad Hatters. Na skutek pewnych kontrowersji związanych z wynikiem oni niby wygrali jednym punktem, natomiast ludzie, którzy kręcili to spotkanie, uznali, że mecz powinien się skończyć zwycięstwem jednopunktowym naszej drużyny. Gdzieś w środku meczu była taka sytuacja sporna, w której kapitan drużyny Mad Hatters przekonywał nas, że wynik jest dla nich, a nie dla nas, a my to uznaliśmy. Po meczu, po weryfikacji, oni zachowali się honorowo i w ten sposób awansowaliśmy do finału.
[M] Czyli decyzja przy przysłowiowym zielonym stoliku. Szacun dla Madhatters, tak zwane czapki z głów.
[Sz] W finale znów spotkaliśmy się z 967. To był dobry mecz. Szliśmy łeb łeb do 15:15, ale w ostatnich trzech minutach jednak nam odjechali. Dało się we znaki zmęczenie. Ja byłem pod respiratorem już. Myślę, że reszta drużyny też.
[M] No tak, biorąc pod uwagę fakt, że graliście cały turniej praktycznie bez zmiany z chorym zawodnikiem i dwoma dziewczynami, które totalnie nie były z wami zgrane, trzeba powiedzieć, że to naprawdę duży sukces - finał dobrze obstawionego turnieju i przegrana w końcówce z wicemistrzem Polski.
[Sz] Oni też nie mieli swojego optymalnego składu pełnego, ale mieli też wsparcie z RJP, między innymi Żabę, która jest kozackim zawodnikiem. Pewnie można się pokusić o stwierdzenie, że jest jednym z najlepszych w Europie, i ona im dała bardzo dużo jakości w ataku.

[M] No cóż, pozostaje mi pogratulować.
[Sz] Dziękuję.



